Więcej

    Pismo niezależne – „Ziemia Pelplińska”

             21 października 1989 r. z inicjatywy późniejszego – i nieżyjącego już – posła na Sejm (2002-2007) Andrzeja Lissa powstał w Pelplinie Komitet Obywatelski z tymczasowym zarządem. 10 listopada 1989 r. odbyło się spotkanie mieszkańców, w czasie którego zaprezentowano deklarację ideową Komitetu Obywatelskiego Miasta i Gminy Pelplin i wybrano jego władze. Mając na uwadze konieczność dotarcia do jak największej liczby mieszkańców, podjęto decyzję o powstaniu pisma. Zostałem powołany na redaktora naczelnego. Przyjąłem to zadanie z obawą, czy jemu podołam, ale i z nadzieją, która – po latach komunizmu i czerwcowych wyborach 1989 r. – była powszechna.

             Trzeba pamiętać, że istniał wtedy jeszcze Główny Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk, czyli PRL-owska cenzura. Formalnie powinniśmy otrzymać zgodę tej instytucji na wydawanie pisma. Uciekliśmy się jednak do fortelu i umieściliśmy w stopce redakcyjnej pierwszych numerów pisma zapis: „Do użytku wewnętrznego”. Była to oczywista nieprawda, ponieważ gazetę kolportowano w sklepach (nota bene nie wszyscy kierownicy sklepów wyrażali na to zgodę!) i na ulicach miasta.

             Nie to jednak stanowiło najważniejszy problem. Trzeba było skompletować zespół redakcyjny. Znaleźli się w nim ci, którzy z ochotą podjęli się tego zupełnie nowego dla nich zadania. Nikt nie miał żadnego doświadczenia dziennikarskiego. Zapewne jedni traktowali to jako przygodę, inni jako chęć wejścia w nową rolę, ale większość dostrzegała w tym wyzwaniu misję budowy nowego społeczeństwa – dzisiaj powiedzielibyśmy: obywatelskiego. W redakcyjnym wstępniaku pierwszego numeru „Ziemi Pelplińskiej” napisaliśmy do naszych czytelników:

             „Tworzy się w Polsce nowy ład społeczny, polityczny i gospodarczy. Tworzy się w sposób autentyczny, żywiołowy i spontaniczny. Jest szansa na stworzenie nowej Polski, w której możemy się po czterdziestu kilku latach poczuć gospodarzami. Nie wolno nam zaprzepaścić tej szansy. Komitety Obywatelskie powstają po to m.in., aby ten nowy ład ustrojowy kształtować, aby wspomagać działalność pierwszego niekomunistycznego  rządu oraz Sejmu i Senatu. Będziemy starali się także pisać o wszystkim, co dotyczy aktualnych problemów życia w mieście i gminie”.

             Najmłodszy z naszego grona, wówczas świeżo upieczony maturzysta Artur Mrówczyński, w tymże pierwszym numerze w artykule o znamiennym tytule „Nie zmarnujmy tej szansy” pisał:

             „Nie możemy znów czekać, aż bez nas i za nas ktoś zorganizuje po swojemu nasze życie. (…). Trzeba zmienić tych, którzy do tej pory nie potrafili (czy może nie chcieli?) zmienić panującej sytuacji. Na ich miejsce natomiast powołać ludzi obdarzonych naszym zaufaniem. (…). By takich ludzi znaleźć, poznać i – co najważniejsze – zaufać im, musimy jak najczęściej spotykać się, dyskutować. (…). Warunki do szczerej wymiany zdań i do stworzenia konkretnych możliwości zmian zapewnić nam potrafi jedynie całkowicie społeczny oddolny ruch – stworzona przez nas organizacja. (…). Taka organizacja (…) już w Pelplinie powstaje; jest to Komitet Obywatelski. Jedyną siłą nacisku uznawaną przez ten ruch jest presja społeczności pelplińskiej – liczy się tylko nasze zdanie”. 

             Powyższe słowa świadczą, że ludzie tworzący „Ziemię Pelplińską” mieli świadomość pracy – nie bójmy się tych słów – misyjnej i formacyjnej. Pracy rozumianej też na sposób pozytywistyczny. Wielokrotnie podkreślano (także w czasie redakcyjnych dyskusji czy spotkań Komitetu Obywatelskiego), że głównym celem pisma jest przygotowanie społeczeństwa miasta i gminy Pelplin do czekających go w 1990 r. pierwszych po II wojnie światowej całkowicie wolnych wyborów. Próbowaliśmy „otworzyć” lokalną społeczność na czekającą ją wolność. Przyzwyczaić do tego, że teraz oni decydować będą o swoim losie, że to od nich zależy, kogo i dlaczego wybiorą do tworzącego się autentycznego samorządu. Temu służyły artykuły mówiące o istocie zachodzących w Polsce zmian: czym jest samorząd (np. „O samorządzie prawie wszystko”, „Istota samorządu terytorialnego”, „Funkcjonowanie samorządów pracowniczych”, „Szwedzi w … Pelplinie” – relacja ze spotkania Komitetu Obywatelskiego z samorządowcami z Göteborga), czym jest wolność (np. „Pierwszy dzień wolności”, „Uczyć się wolności”), w jaki sposób można współdecydować o najmniejszych nawet sprawach codziennego życia. 

             Ponieważ „Ziemia Pelplińska” była oficjalnie organem (pisano: biuletynem) Komitetu Obywatelskiego Miasta i Gminy Pelplin, stąd też wiele miejsca na łamach poświęcano bieżącej informacji o działalności tej organizacji. Pisano także o ważnych wydarzeniach z życia miasta (m.in. o solennych uroczystościach 70 rocznicy powrotu Pelplina do Polski pod przewodnictwem ówczesnego biskupa chełmińskiego Mariana Przykuckiego, relacja z poświęcenia kamienia węgielnego pod nową część gmachu Liceum Ogólnokształcącego, czy ze spotkania z posłami na Sejm Krzysztofem Dowgiałłą i Czesławem Nowakiem, sprawozdanie w inauguracyjnej sesji Rady Miasta i Gminy).

             Podejmowaliśmy także sprawy trudne, drażliwe, ale ważne społecznie. To swego rodzaju dziennikarstwo interwencyjne powodowało oczywisty ferment, a nam przysparzało więcej wrogów niż przyjaciół. W tym kontekście należy wspomnieć akcję przeciwko budowie elektrowni atomowej w Żarnowcu, czy – bliższą zapewne lokalnej społeczności – walkę z trującymi odpadami Fabryki Kwasu Cytrynowego. Propagowaliśmy m.in. powstanie prywatnej biblioteki, reaktywację Towarzystwa Pomocy Naukowej, stypendiów dla zdolnych i znajdujących się w trudnej sytuacji uczniów. Pisaliśmy krytycznie o pelplińskim handlu (wtedy głównie GS-owskim), o niedostatecznym bezpieczeństwie mieszkańców, postulowaliśmy zmiany nazewnictwa niektórych ulic (zaczęliśmy więc w tym zakresie dekomunizację!). Z listów do redakcji dowiedzieć się można było, że nasze pismo jest czytane. Otrzymywaliśmy sygnały, często polemiczne. Po ukazaniu się materiału z obalania muru berlińskiego jeden z czytelników zarzucił nam, że nie powinniśmy zajmować się polityką międzynarodową. Uczynił też kilka nieprzychylnych uwag dotyczących konkretnych artykułów, ale jednocześnie stwierdził: „Chciałbym jeszcze napisać, że bardzo się cieszę, że mamy swoją gazetę i w przeważającej części bardzo mnie ona się spodoba”. Te listy, nawet jeżeli były krytyczne, dostarczały satysfakcji. Nasze pismo żyło, było potrzebne, przynosiło oczekiwane efekty.

             Kontakt z czytelnikami – biorąc pod uwagę priorytety naszej pracy – był niezwykle istotny. Drukowaliśmy wszystkie listy, dołączając do nich obszerne odpowiedzi. Udostępnialiśmy łamy pisma tym czytelnikom, którzy chcieli podzielić się swoimi pomysłami czy poglądami, nawet najbardziej kontrowersyjnymi. W tym celu pojawiła się rubryka „Mam do powiedzenia”.  Redakcja także pełniła rolę dzisiejszych ośrodków badania opinii publicznej. Przeprowadziliśmy jesienią 1989 r. ankietę nt. zaufania społecznego, z której wynikało, że 77,1 % badanych miało zaufanie do Kościoła katolickiego, do władz lokalnych 22,0%. zaś do jeszcze istniejącej wtedy… PZPR tylko 5,0%. Sondowaliśmy, co nauczyciele i uczniowie sądzą o szkołach prywatnych. Zrobiliśmy ranking placówek handlowych. A po wyborach samorządowych zapytaliśmy mieszkańców, czego oczekują od nowych władz miasta i gminy.

             Oprócz tego zajmowaliśmy się dziejami Pelplina, szukając w minionej przeszłości wzorców dla nowo tworzącej się rzeczywistości. Chodziło też i oto, aby zachować w pamięci te wydarzenia, które w czasach PRL-u były usuwane w cień. Jako pierwsi pisaliśmy o Ludwiku Redzimskim – pelplińskim katyńczyku. Przywołaliśmy mało znaną postać Józefa Iwickiego – pelplinianina, który jako żołnierz armii pruskiej pisał z frontu I wojny światowej do swojej matki listy, będące wyrazem jego patriotyzmu i troski o wolną Polskę.  Znalazło się także miejsce dla wypisów ze starego „Pielgrzyma” (głównie były to przedruki wiadomości potocznych).  Staraliśmy się więc łączyć sprawy poważne z bardzo przyziemnymi. 

             Z wielką życzliwością i satysfakcją wspominam czasy redagowania „Ziemi Pelplińskiej”. Także ze względu na grono redakcyjne. W zespole były panie: Anna Mazurek (jako jedyna do dzisiaj zajmuje się dziennikarstwem, pracuje w „Pielgrzymie”), Bożena Demska, Taida Sylka oraz panowie: nieżyjący już Tadeusz Grudniewski, a także Marian Karpiński, Artur Mrówczyński, Ryszard Rogaczewski,  Jerzy Serocki, Tadeusz Serocki,  Bogdan Solecki i – piszący te słowa – Bogdan Wiśniewski. Dominowali wśród nich nauczyciele, byli także m.in. pracownicy seminaryjnej poligrafii. Bezwzględnie trzeba też przywołać w pamięci osoby, bez których życzliwości „Ziemia Pelplińska” nie mogłaby ujrzeć światła dziennego. Myślę tutaj w pierwszej kolejności o ówczesnym rektorze Wyższego Seminarium Duchownego ks. dr. hab. Jerzym Buxakowskim. To w Zakładzie Małej Poligrafii WSD zupełnie bezinteresownie drukowano „Ziemię Pelplińską”. Papier zaś dostarczał – także bezinteresownie – Zdzisław Rafał Piernicki z Nowej Cerkwi. Stale współpracowały z redakcją panie maszynistki, przepisujące teksty (gazeta drukowana była na początku techniką offsetową): Anna Drąg, Janina Głodek, Barbara Nabakowska, Czesława Trzebiatowska. Stałym współpracownikiem był  miejscowy fotograf Henryk Szweda.  Pelplińscy licealiści spełniali ważną rolę kolporterów, a niektórzy z nich byli autorami tekstów literackich i publicystycznych. Warto w tym miejscu zauważyć, że  oprócz artykułów, relacji i notatek prasowych, a także komunikatów Komitetu Obywatelskiego pojawiały się na łamach „Ziemi Pelplińskiej” felietony, wywiady, reportaże, a także teksty poetyckie.

             „Ziemia Pelplińska” wychodziła tylko przez kilka miesięcy, dość nieregularnie (średnio co dwa tygodnie). Pierwszy numer pojawił się 13 grudnia 1989 r., zaś ostatni – jedenasty – 16 czerwca 1990 r. Po wygranych przez Komitet Obywatelski wyborach samorządowych ukazało się jeszcze kilka numerów jako dodatki do „Gazety Tczewskiej”, a w 1991 r. burmistrz zlecił redakcję miesięcznika samorządowego Sewerynowi Brzezińskiemu. Ale to już było (i w dalszym ciągu jest) zupełnie nowe pismo, które przyjęło nazwę „Informator Pelpliński”.

             Wydaje się, że „Ziemia Pelplińska” spełniła swoje zadanie, chociaż moja ocena jest siłą rzeczy subiektywna. W ostatnim numerze tak pisaliśmy:

             „Mieliśmy cały czas świadomość tego, że robimy gazetę zupełnie amatorską. Chcieliśmy jednak ożywić lokalną, pelplińską społeczność. (…). Czy nasza praca dała jakiekolwiek efekty? Na to pytanie niech odpowiedzą Czytelnicy”. Jeden z nich w liście do redakcji napisał: „Gratuluję Wam i Komitetowi Obywatelskiemu dobrej roboty! Cieszę się z Waszej i pelplińskiego oddziału Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego współpracy! Dziękuję za „Ziemię Pelplińską” – redagowaną i drukowaną na poziomie godnym biskupiej stolicy i chełmińskiego Lateranum”. I te słowa ówczesnego prezesa Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego i pracownika naukowego Uniwersytetu Gdańskiego, a późniejszego senatora i wicewojewody gdańskiego, wybitnego znawcy dziejów Pomorza,  Józefa Borzyszkowskiego niech będą puentą mojego wspomnienia o jednej z pierwszych – po upadku komunizmu – gazet samorządowych na Pomorzu.

    Opracował Bogdan Wiśniewski

    Zostaw komentarz

    Proszę wpisz komentarz!
    Proszę wpisz nazwę użytkownika

    Zobacz też

    Skip to content